wtorek, 16 stycznia 2018

Urodziny - moje, 7.01 & 8.01

Mówią, że urodziny ma się raz w roku i wtedy jest się szczęśliwym. A nie prawda, bo ja je mam za każdym razem, gdy coś mnie uszczęśliwia!


Takie tam, małe przygotowania. 20 zielonych sercowych balonów - dmuchane pompką ręczną. Nie to, co na Finale Szlachetnej Paczki, gdzie 200 balonów w około 7 osób dmuchaliśmy bez pompek...





Aż żałuje, że nie zrobiłam zdjęć samych urodzin. No, ale namiastka tego dla przypomnienia będzie na pewno :D
Gości było około 10 osób, prezenty piękne. Pluszowy słonik i pluszowy kwadratowy piesek, książka, owoce, słodycze, mydełko które pachnie lemoniadą - aż chciałoby się je zjeść! - kartki z życzeniami oraz komplet biżuterii.


Dwóch gości zapowiedziało na wstępie, że ich prezenty przyjdą pocztą, a teraz dają mi namiastkę tylko. Gdy pierwsza paczka przyszła... Huhu!
Większa od mojego stolika, więc na pewno coś dużego tutaj musiało być.

"Odpakuj tak, żeby papieru nie rozerwać!" słowa jednego z członków rodziny.

No jasne, łatwo nie było w szczególności z tym papierem - którego i tak musiałam lekko rozerwać.
W końcu udało się! Jakież było moje zdziwienie, a później zachwyt z otrzymanego prezentu! ♥






Tak. W paczce był ten oto, wielki biały miś z kokardą. Odpakowywałam go dosyć długo, nie powiem że nie.
Zapewne zastanowienie bierze, jak duży on jest? No to już piszę. Ten oto pan z piękną kokardą mierzy sobie 160cm i zwie się "Misio". Po prostu, innego lepszego imienia nie było, bo większość już jest zajęte przez inne moje pluszowe misie.

"Gdzie ty go będziesz trzymać?" powiedział jeden z moich członków rodziny.
"Spać z nim będę, a co!" odparłam ze śmiechem.

Czy śpię z tym misiem? To już moja słodka tajemnica :>






A co z paczką, która miała również dotrzeć? Jeszcze nie dotarła. Ale poczekamy, zobaczymy. Jak dotrze, to... może się pochwalę co w niej było (o ile nie zapomnę i będzie mi sie chciało :) )

8.01 natomiast miałam te kalendarzowe urodziny. Zaprosiłam rodzinę i z nimi świętowałam. Z tego dnia jednak już nie ma zdjęć, tak jakoś wyszło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz