poniedziałek, 15 stycznia 2018

Wolontariat - Sylwester z Ubogimi



Pierwszy w tym roku wolontariat. Co się działo? Jak się bawiłam? Czytajcie i oglądajcie!


Jakby nie patrzeć, to już pierwszego dnia
nowego roku byłam na wolontariacie -> Sylwester z Ubogimi.
Wcześniejsze moje sylwestry były ciche i spokojne, a po tym czuję, że wolontariat to nie tylko pomaganie. Wolontariat to także zdobywanie doświadczenia życiowego ale i dobra zabawa.




A jak wtedy było?




Pompowanie balonów? Czemu by nie! Było ich dosyć sporo, bowiem nie tylko sale trzeba było ozdabiać, ale także i wejście na salę - przecież jakoś trzeba przyjmować! Czy się udało? Ależ i owszem, nie wiem ile ich było w sumie, ale cóż.








I jak się podoba? Wolontariusze na zdjęciu nadal poprawiali, aby było jeszcze lepiej, aby nic nie odpadło. Na szczęście balony dotrwały do końca imprezy. Dotrwałyby zapewne i dłużej, gdybyśmy nie musieli ich przebijać aby posprzątać salę.

"Gdy weszłam poczułam się jak na drogiej imprezie" powiedziała jedna z zaproszonych kobiet, rozmawiając ze mną.





Oprócz balonów, mieliśmy serwetki w choinki, które również składali wolontariusze. Szkoda że mnie przy tym nie było - może bym się nauczyła czegoś nowego... Ale nic straconego! Są przecież poradniki i inne tego typu rzeczy :)

"Jakie piękne serwetki, aż szkoda je rozkładać!" powiedziała starsza pani i biorąc ją ostrożnie do ręki, schowała do swojego malutkiego notesu.






Na naszych stołach nie mogło również zabraknąć i świeczników, które zostały przyozdobione na tę okazję, a następnie porozstawiane na stołach aby czuć było wokół pewnego rodzaju klimat.

"Pamiętam, jak ja robiłam takie wazoniki. Ah, jak ludzie się cieszyli z nich!" powiedziała jedna z kobiet na ich widok.


A takie oto cuda były przywiązywane do krzeseł. Kilka balonów zanim zostało przywiązane do krzeseł, wyleciały nam z rąk i do końca imprezy (i jeszcze dłużej) zostały przy suficie.

"Mogę ten balonik? A tamten? I jeszcze jeden? Chciałbym polecieć w kosmos, a na rakietę moja mama nie ma pieniędzy..." powiedział jeden z chłopców.


Oprócz dekoracji, wolontariusze robili dla gości mini paczki. Co się w nich znajdowało? Czapki, rękawiczki, szaliki, skarpety, żywność, środki czystości oraz coś słodkiego - tak na osłodę życia.
Wszystko to zostało kupione z datków, które były zbierane wcześniej przez organizatorów. Więc warto pomagać również i tutaj!

"To na pewno jest dla mnie?" zapytał się pewien mężczyzna, podchodząc do mnie ze swoim pudełkiem pełnym prezentów.

"Jestem tu pierwszy raz, muszę iść Bogu podziękować za to, co mnie spotkało!" powiedział inny mężczyzna do mnie z radością na twarzy.




Do tak pięknie zastawionego stołu siadali nasi zaproszeni goście. Gdy czegoś zabrakło, donosiliśmy to. A żeby ludzie się nie zasiedzieli - braliśmy ich do tańca.

"Jestem tu drugi raz, ale w tym roku jest ładniej i jest tak... na bogato!" - powiedziała kobieta, na moje oko mająca nieco ponad 25 lat.




Gdy wszyscy już zasiedli do stołów, na wstępie przywitał nas ksiądz, powiedział kilka słów od siebie i zaprosił wszystkich do wspólnej modlitwy przed posiłkiem.
Po tym rozpoczęciu został podany barszcz z krokietami.

"Pani Natalio, proszę jeść, bo pani taka drobniutka!" powiedziała mi jedna z kobiet, gdy nie chciałam wziąć barszczu - zjadłam samego krokieta.


Dla zobrazowania jakie były krokieciki - pyszne, bo robione, a nie kupne. A w dodatku dosyć sporawe.

"Jakie dobre, z chęcią wezmę jeszcze jednego jeśli można" powiedziała z uśmiechem kobieta. Widać, że od dawna nie jadła tak dobrego jedzenia.




Gdy jedni jedli, inni tańczyli. Myśleliście, że byli tam tylko starsi ludzie, albo samotni? Jakaż to byłaby pomyłka! Były również dzieci.

"Hopsia hopsia!" wołała mała, z którą przez dosyć długi czas tańczyłam, bawiłam się i tym podobne rzeczy. Czułam się, jakbym miała młodszą siostrę.





Ze względu właśnie na najmłodszych za naszą scena był stworzony specjalny kącik zabaw dla nich. Kolorowanki, zadania, malowanie twarzy... To wszystko mogły tam znaleźć.

"Ja tez pójdę się pomalować i poczuć jak dziecko!" powiedziała kobieta siedząca obok mnie. W każdym z nas  jest jakaś cząstka z dziecka.



Koło 1 w nocy, goście oraz wolontariusze dostali kolejny ciepły posiłek, tym razem bigos. Również był robiony, nie kupny.

"Wziąłbym dokładkę, nigdy nie jadłem lepszego" powiedział starszy pan, który po zjedzeniu zapytał o dokładkę.






W taki oto sposób, już całkiem pod koniec, wolontariusze "odpoczywają", jedząc ciepły posiłek. Później, gdy wszyscy goście wyszli, zaczęto sprzątać to, co zostało z dekoracji.

"Mam balony, mamo, mam dużo balonów!" krzyczała dziewczynka, zabierając od nas kilka balonów z helem oraz kilka kolorowych.




Podsumowanie? Nie potrafię opisać tego wszystkie, co czułam gdy rozmawiałam z tymi ludźmi. Co czułam, gdy bawiłam się tańcząc tak i z dorosłymi jak i z dziećmi. Tych emocji było tak wiele, że do teraz jeszcze są ze mną. Nadal wszystko bardzo dobrze pamiętam i zastanawiam się, co będę robiła w przyszłym roku na sylwestra. Jeżeli nie znajdę żadnych ciekawych planów - na pewno zjawię się jeszcze raz na tym wolontariacie, bo warto!

Chcecie znaleźć więcej informacji co do tej akcji? Znajdziecie ją tutaj -> KLIK

1 komentarz:

  1. Świetny pomysł na sylwestra :D Może se spróbuję w tym roku xd

    OdpowiedzUsuń